środa, 22 lutego 2017

Rewolucji (jeszcze) nie będzie!

     Czasami dyskutujemy z Żoną na tematy polityczne. Rzadko. Po co się nakręcać? Chociaż poglądy mamy takie same, więc wojna domowa nam nie grozi, to sama rozmowa na ten temat może przyprawić o wnerw. Jednak ostatnio usłyszałem coś, co mnie zatkało i po przemyśleniu, nie jestem w stanie się nie zgodzić. Rewolucji nie będzie. Skurwysyństwo władzy jest na takim poziomie, że szarego obywatela...... zupełnie nie dotyczy.
     Oj tak, wiem, bzdura. Jednak pomyślcie! Abstrahując od TK, poniewierania Konstytucji, rozkładu armii, kolesiostwa, misiewiczów, kłamstwa, paranoi, co takiego przydarzyło się szaremu Kowalskiemu? Dostał 500+, podnieśli mu płacę minimalną (i nawet nie zauważył, że pracodawca płaci przez to większy ZUS), obniżyli wiek emerytalny, sześciolatki już nie muszą iść do szkoły.... co jest na minus? 
     Zakaz aborcji? Wyższe stawki OC? Inwigilacja możliwa od tak? Wycinka drzew? Polowanie na żubry (ilu z Was widziało żubra na żywo?)? Co to szarego Kowalskiego obchodzi? On ma więcej! Lepiej się ma! Czasem tylko dostrzeże coś, co jest przesadą i pocznie krzyczeć, a wtedy prezes szybciutko tłumaczy, że to pomyłka była, że już odwołują szkodliwą ustawę, już nie dadzą sobie tych podwyżek, już zostawią tę aborcję, już zabronią wycinki drzew! Spokojnie Narodzie! 
     Masz przecież 500+!! 
     Rewolucji nie będzie. Czemu? Zapytam pytaniem, które mnie osobiście stawia pod ścianą: a Ty poszedłeś? Protestowałeś? No, nie.... bo jak pojadę, to kto zarobi? Bo jak mam protestować, kiedy "liderami" protestu są ci, przeciwko którym protestowało się jeszcze chwilę temu? Bo kto ma być szefem tego protestu, skoro sami niszczą własną wiarygodność? Wiemy przeciw komu, ale z kim? Każda rewolucja, każdy zryw, potrzebuje wodza, lidera.... widział go ktoś?
     Plan prezesa jest niemal doskonały. Ci co widzą to morze gówna, którym zalewa nas pis,  są w mniejszości. Reszta jest podzielona, wystarczy dźgnąć do jednego z "tych" tematów i już leje się internetowa krew. Razem mielibyśmy szanse, podzieleni dajemy się łatwo manipulować. Jesteśmy sterowani przez chaos i wewnętrzne walki. Dlatego mały nienawidzi chociażby WOŚP, bo wtedy ludzie są razem. 
    Obawiam się jednak, że linie podziału są tak głębokie, że połączenie jest praktycznie niemożliwe. Musi powstać ktoś, kto przekona szarego Kowalskiego, że konieczna jest zmiana. Inaczej przerwany tą kadencję i znów wybierzemy "przeciwko".... tych samych. 


niedziela, 5 lutego 2017

Miej świadomość.

     "Na początku było Słowo, a Słowo było u Boga i Bogiem było Słowo."
     Od wieków, od pierwszego wykorzystania. Służy rożnym celom, głównie komunikacji werbalnej, ale tak samo jak współczesne telefony coraz mniej służą do dzwonienia, tak Słowo jest używane do "większych" rzeczy, niż zwykła rozmowa.
     Stało się nośnikiem, narzędziem, sposobem. W ustach wytrawnego mówcy, potrafi kreować myśli, potrzeby, zachcianki. Powstały specjalne szkoły, kursy, na których uczy się takiego używania Słowa, by trafiało ono do odbiorcy i kształtowało jego światopogląd.
     Od najmłodszych lat uczymy się słuchania innych, ten jest mądry, to profesor. Ten wiele wie, jest biskupem. Ten ma duża wiedzę, jest posłem x kadencji. Przyjmujemy ich Słowa, kiwamy głowami, akceptujemy bez zastrzeżeń, bo co tam ja mogę wiedzieć?
     Nie, nie zrozumcie mnie źle. Nie chcę podważać WSZYSTKICH autorytetow. Nie. Chciałbym tylko, żeby każdy z nas mógł i potrafił ocenić co słyszy i docenić bądź odrzucić to Słowo. 
      W dzisiejszym świecie, słowo niesie mnóstwo treści, często wpływa na innych, często kreuje ich sposób myślenia. Media pełne są tych, którzy chcą mieć wpływ na "masy". Sprzedają nam swoje idee, wierzenia, opinie, chcąc żebyśmy bezwarunkowo uznali je za swoje. 
     Masz nienawidzieć TYCH, bo ich dziadek torturował Twojego. Masz oddać ziemię TEMU, bo rząd 50 lat temu im ją odebrał. Opluj TAMTEGO, bo inny obywatel jego kraju zamordował ludzi w odległym państwie. 
     Kup TO! Musisz to mieć! Nawet jeżeli wydaje Ci się TO niepotrzebne. Musisz wyglądać TAK! TAK jest modnie, a przecież chcesz być akceptowany? TAKI jest kanon piękna! TAKI biust! TAKIE pośladki! MUSISZ! Mamy promocję! 
     Przekażemy Ci cele, nauczymy Cię co jest WAŻNE (dla nas), abyś mógł poświecić siebie i wszystko wokół dla nas! Tylko uwierz, że racja jest po naszej stronie, że nasz bóg to ten właściwy, że nasze krzywdy są większe niż te ich! 
     Globalizacja i wolne media otoczyły nas chmurą informacji, poleceń i wskazówek. Mało kto potrafi w tym szumie odnaleźć TREŚĆ. Większość pochłania tą pulpę bezkrytycznie, bezmyślnie, ufając w dobre intencje "gadających głów". Dajemy się łapać na populistyczne obietnice, ufamy w iluzoryczne zapewnienia o "życiu wiecznym". Każą nam "WIERZYĆ", bo jeśli nie, to określą nas całym wachlarzem epitetów, nagonią na nas jakaś podatną grupę społeczną. Wystarczy, że wskażą nas jako wrogów Boga, idei, opcji politycznej. 
      Większa dostępność Słowa może tworzyć nowe grupy myślących, ale może też wmawiać brak potrzeby myślenia. Zrobią to za nas! Są przecież mądrzejsi, lepsi, ładniejsi. Oni WIEDZĄ, a ty zwykły szaraku słuchaj i wykonuj. 
      Słowo może też zwyczajnie ranić, dzielić, tak po prostu, w rozmowie twarzą w twarz. Wtedy też ma moc. Bywa niczym cios w serce. 
     Uważaj na Słowa, te które mówisz, te które słyszysz. Nie przyjmuj ich, tak po prostu. Pomyśl chwilę, odnajdź sens, zastanów się. Nie przyjmuj wszystkiego. Nawet tego tekstu. Może ja też chcę Tobą manipulować. 
MYŚL!!!
 

środa, 1 lutego 2017

Trafił mnie szlag

     Nie do końca mnie, ale trafił. Mnie z resztą też zaraz może, bo niby kto mu zabroni? Szlag trafił Zafirę, moją. I to poważnie. Dlatego jest duże prawdopodobieństwo, że i mnie trafi.
     Ja wiem, że codzienność zsyła nam nieustający kabaret, już w sumie nie śmieszny, z samego obozu władzy. Ja wiem, że naród skłócony, prawo ograniczane, komuna wraca, ale jakoś nie potrafię się skupić. 
     Mam przesyt, twarzy zbawicieli, które są równie paskudne co oprawców. Mam dość zadufania i wywyższania się. Wywołuje to wszystko depresję. 
     Nie dziwię się Piotrusiowi. Ja bym też wolał uganiać się z kolegami za starym inwalidą, skakać po drzewach i piać jak kogut. Dorosłość jest do dupy. Chyba, że jesteś zamknięty w skorupie niemyślenia. Zaczynam rozumieć i czuć to samo co Tommy Lee Jones w "Sunset Limited".
     Kiedy zaczynasz myśleć, zaczynasz dostrzegać prawdę, zaczynasz dostrzegać obłudę, zaczynasz widzieć manipulacje. Wyrzucasz to z głowy, jako teorie spiskowe, ale potem okazuje się, że to prawda i tamto też i jeszcze to.... Czasem bowiem zdarza się banda debili, która zapomni o potrzebie mataczenia. Oni odsłaniają mechanizm. Znamy go, wszyscy. Nie wszyscy w niego wierzymy. 
     Co nam daje dostrzeżenie owego mechanizmu? Nic, poza narastającym uczuciem mdłości, nic, poza świadomością, że  "rządzą" tym wszystkim ludzie obrzydliwi. Chociaż słowo "rządzą" powinno być pozbawione cudzysłowów. Bo przecież rządzą. 
     Każdy przejaw niesubordynacji może skończyć się więzieniem. Nie masz możliwości "nie zarabiać", "nie płacić podatków", "nie być częścią narodu, grupy etnicznej, religijnej".....
      Bez względu na to, czy Ci się to podoba, czy nie.... jesteś rządzony. Nawet jak wydaje Ci się, że jesteś anarchistą. I świadomość tego, jest smutna. A mi dodatkowo zepsuło się auto, znaczy poważnie, silnik do remontu.
      Jak patrzysz na to wszystko bez okularów, jakichkolwiek, to zaczynasz to olewać. Bez względu na Twój wybór, politycy zawsze będą chujami. Bez względu na Twoje zachcianki, Ci co mają dużo kasy, zawsze będą chcieli zagarnąć jej jeszcze więcej 😶😶. Zawsze będą kreować Twój świat, Twoje potrzeby, wskazywać cele. Tak działa ludzkość. To ponoć przejaw inteligencji. Może tak. Może nie. 
     Przejmuję się. Trzeba będzie uszczuplić oszczędności, żeby przywrócić trupa do życia. A trup musi żyć, bo jest narzędziem pracy. Bez niego nie zarobię, nie kupię, nie wesprę budżetu mego państwa, nie dorzucę się do czyjejś emerytury. Wiele rzeczy zależy od aktu wskrzeszenia. Urząd Skarbowy nie uwierzy, że naprawiłem rury w zamian za chleb i masło, a ten kibel zamontowałem za schabowe. I tak muszę płacić, bo mieszkam, nawet w namiocie..... 
     Pozostaje tylko zacytować klasyka "Ten Świat, powiadam, jest chory. Władają nim potwory." I tyle. Bo cóż innego? Przecież nic tego nie zmieni. Na chyba, że meteor.
 

sobota, 11 czerwca 2016

POSŁUCHAJ, to do Ciebie.

    Słuchaj, opowiem Ci historię o tych co są innego zdania. Słuchaj. Słuchaj do cholery. Odmienne zdanie nie skreśla człowieka. Każdemu wolno. 
     Jeśli nie zgadzasz się z moim punktem widzenia, to spróbuj mnie przekonać do swojego. Ale, na wszystkich zmyślonych bogów, słuchaj też moich argumentów. Może, w efekcie, to ja przekonam Ciebie? 
     Każdy może mieć własne zdanie, cóż z tego, że może być błędne? Wolno mu je mieć. Ty możesz przedstawić swoje, wolno ci, poddać go pod osąd. Jeżeli będziemy się słuchać to może wypracujemy kompromis? Może okazać się, że coś nas łączy. Musimy tylko słuchać. 
     Tak mało i tak wiele. Niby proste, a jednak niewykonalne. Jesteśmy tak bardzo zapatrzeni we własną "rację", że nie przyjmujemy żadnej innej możliwości. Nie dopuszczamy głosu oponentów. Dlatego sztuka dyskusji wymiera. Obrzucamy się inwektywami i błotem, bo tak łatwiej. Może dlatego, że argumenty mamy z gazet i telewizji, nie wgłębiamy się w żaden temat. Mówimy tak, bo pan x powiedział tak. A to przecież autorytet. Mówimy nie, bo pan y napisał, że nie. To też autorytet. Pozwalamy myśleć za siebie.
    Nie możemy być specjalistami w każdej dziedzinie. To niewykonalne. Możemy jednak szukać, dociekać, sprawdzać. Nie pozostawać na jednej opinii, jednego człowieka. Komu się chce? Wyłącz myślenie, słuchaj tylko "swoich", oni zawsze chętnie wskażą ci drogę. Nie słuchaj drugiej strony, ona mówi bzdury. Wyłącz myślenie 
     Poczytałeś jedną gazetę? Już wszystko wiesz? Nic nie wiesz. Przeczytaj drugą, trzecią, obejrzyj fakty i wiadomości, posłuchaj radia. Pozbieraj informacje. Połącz w całość. Uzyskaj obraz całości, lub najbliższy całości. Wyciągnij własne wnioski. Myśl. 
    Nie masz monopolu na nieomylność. Jesteś tylko (aż! !) człowiekiem. Słuchaj innych, dbaj, by słuchali Ciebie. Tylko tak rodzą się otwarte umysły. Tylko tak zdobywa się wiedzę. Słuchaj. Wątp. Pytaj. Nie bierz za pewnik wszystkiego co słyszysz. Sprawdzaj, dociekaj. 
     Komuś się chce? Przecież "wszystko" jest w necie. Wszelkie mądrości, autorytety, odpowiedzi. Nie trzeba myśleć, inni zrobią to za Ciebie. Wrzucą odpowiedniego mema, dadzą odpowiedni cytat. A ty... łykaj, rozsyłaj dalej, przecież to mądrość! ! Mamy największy w historii ludzkości dostęp do informacji i co? Nie korzystamy z tego. Bo to wymaga wysiłku. A w dzisiejszych czasach to nie jest modne. 
     Słuchaj. To do Ciebie.


czwartek, 26 maja 2016

Damsko, męski część druga

     Kiedyś, na początku tego pisania, stworzyłem tekst o skomplikowanych realacjach damsko-męskich. Teraz mam dorastającą córkę i zaczynam obserwować, jak..... nic się nie zmienia. Jaki jest problem i czy jest? Niby tak, niby nie. 
    Z obserwacji wynika, że brakuje rozumienia prostoty. Facet słyszy i rozumie komunikaty bezpośrednie. Jeżeli coś jest powiedziane/napisane to JEST i już. Możemy to uznać za pewnik. I co? I tu wchodzi logika płci pięknej.
     Przykład z d....y : Wchodzisz do baru. Siadasz za kontuarem i mówisz barmanowi "Poproszę szklankę wódki", obsługujący kiwa głową ze zrozumieniem, po czym przynosi Ci.... kufel piwa. Jesteś ucieszony, bo nareszcie znalazł się ktoś, kto naprawdę rozumie twoje potrzeby. Porąbane? Serio? Właśnie, że nie.
     Wybacz Paulinko, ale ten przykład jest bardzo życiowy,  więc muszę (treść wypowiedzi została lekko zmieniona, ale sens jest dokładnie taki sam):

Paulina "No co za ......! Napisałam mu żeby pobył trochę z bratem, że nie będę mu przeszkadzać! A on na to, że mnie kocha!"
Ja: "Ale..... w czym problem?"
P: "No miał mi napisać,że nie przeszkadzam i, i, i..... wogóle! Nie może tak sobie mnie zostawiać!"
J: "Zaraz, zaraz.... przecież napisałaś mu, że ma pobyć z bratem! Więc poszedł POBYĆ Z    BRATEM!! O co foch?"
P: "Ale powinien się domyślić, że..... bla bl bla itd itp."

Załapali sens? Znacie to, czy też wydaje się Wam, że jest inaczej? 

    Od dawna zastanawia mnie, jakie relacje trzeba wypracować pomiędzy mężczyzną i kobietą, żeby to dobrze funkcjonowało. Przecież.... mówimy zupełnie innym językiem, zupełnie inaczej odczytujemy komunikaty. Ilu lat potrzeba, żeby facet nauczył się odczytywać myśli i pragnienia swojej ukochanej? Nie wiadomo. Czasem to chwila (jedność myśli-jest takie coś podobno), czasem kilka lat (wypracowany codziennością instynkt), czasem nigdy..... (nie zawsze się chce, nie zawsze się da....). 
      Następne pytanie brzmi: dlaczego kobietom tak trudno zaakceptować, że "jeżeli nie powiesz facetowi O CO CHODZI, to on nie będzie wiedział O CO CHODZI". Skąd ten czynny opór przeciwko temu, że facet rozumie wszystko dosłownie? W sumie to dlaczego by nie miał? Jeżeli mówię "Ten kot jest czarny!" to znaczy, że jest czarny, a nie rudy, biały, szary i na sto procent nie jest chomikiem.
     Upraszczam, wiem, ale chyba już widzicie, że piszę dla zabawy? Jako stateczny mąż, z prawie siedmioletnimm stażem, mieszkający już naście lat ze swoją ukochaną, wiem ile czasu, kompromisów i niepotrzebnych kłótni, potrzeba żeby wszystko grało, działało, gładko płynęło. Uśmiałem się wczoraj z tego focha Najstarszej. Chociaż z drugiej strony przeraża fakt, że..... każda kobieta tak ma. Bo ma? Czy to tylko ja posiadam takie modele? ;) 
      Starajmy się rozumieć siebie nawzajem, szanować własną odmienność, bo jak mamy akceptować kolor skóry, orientację seksualną, wyznanie, bądź też jego brak, skoro nie potrafimy uszanować odmienności płci?
     I pozwolę sobie zakońcyć tak.....
"Nie zapędźmy się.
Mosty szybko palą się....."

     

piątek, 1 kwietnia 2016

Spróbujcie zrozumieć, spróbujcie.....

     Wieszacie na nich psy. Może i słusznie. Problem nie leży jednak w nich samych. Problem narastał od lat i był zamiatany pod dywan, bądź radykalnie zamykany. Wszystko zależy od panującej opcji. Wszyscy popełniają jednak ten sam błąd, pytają o zdanie i słuchają go, od instytucji, która nie powinna mieć wpływu na rządy. To wszystko jednak jest częścią pewnego zachowania, pewnego wzorca, który wciąż pokutuje.
     Nie dziw się, że mało kto zwraca uwagę na zdanie kobiet, skoro codzienny telefon do Żony w godzinach pracy wzbudza wesołość kolegów, bo "coś ty taki miły? hę? takie tiu tiu tiu". Nikt inny tego nie robi, bo po co? Przecież to "tylko" żona. 
     Nie dziw się, że kobieta ma stać przy garach, jeśli prawo nie chroni tych, które są bite. Nie ważne ile razy i czy zgłosiły to organom ścigania. Oprawca może sobie bezkarnie robić co chce, nikt nie sprawdza, nikt nie zabrania. Sąsiedzi dają głośniej muzykę, żeby nie słyszeć, wierzą w bajki o schodach, kantach, szafkach. Siniaki znikają. Wszystko jest w porządku.
     Nie dziw się, że kobiet się nie szanuje. Możesz zgwałcić własną partnerkę, ona i tak nie zgłosi tego na policję, bo tam nikt jej nie pomoże. A jeśli nawet, to każą wywlekać jej prywatne sprawy, będą dopytywać o szczegóły, żądać obdukcji. A jej gwałciciel będzie się śmiał, bo to nie jego upokorzą. 
     Nie dziw się, że kobiet nie pyta się o zdanie. Dopiero niedawno przyznano im duszę. Kościół od dawna spycha je na margines ludzkości. Już jego "doktorowie" udowadniali, że kobieta jest narzędziem szatana. Ciężko jest przełknąć tym, co muszą obywać się bez nich, że kobieta może mieć własną wolę. 
    Episkopat wydał oświadczenie. Chce koniecznie, całkowitego zakazu aborcji. Skazuje tym samym kobiety na śmierć. 
    Śmierć fizyczną, kiedy zagrożenie życia jest duże i trzeba podjąć decyzję kogo ratować. Już nie trzeba będzie jej podejmować. To Państwo i Kościół zadecyduje. Uratuje życie poczęte, jego dalszy los już nikogo nie obchodzi. Ojciec da sobie radę, albo dom dziecka, albo rodzina zastępcza, albo.... 
    Śmierć psychiczną. Zgwałcona kobieta nie musi chcieć urodzić. Owoc gwałtu to rysa na psychice, to bolesne wspomnienie. Czy instynkt macierzyński przeważy, czy też miłość nigdy się nie zrodzi? Co jeśli w twarzy dziecka, co dzień będzie widziała JEGO twarz? Co jeśli tego nie chce? Rodzina zastępcza, dom dziecka, albo.....
     Śmierć dla świata. Dziecko z ciężką niepełnosprawnością to obciążenie. Nie każdy jest gotowy, nie każdy czuje się na siłach, żeby wytrwać, żeby dać radę. Codzienność zamknięta w pokoju, ośrodku, rehabilitacja, cały świat, każda chwila poświęcona dla dziecka. Czasem na darmo. Czasem tylko po to by trwało. Nie każda kobieta da sobie z tym radę. Nie każda kobieta musi chcieć.
     Cofamy się. Całe lata wstecz. Już tylko za sprawą sygnału, że taka ustawa może być przygotowana. Za sprawą pani Premier, która "jako osoba prywatna" w pełni popiera taki projekt. Za sprawą zgromadzenia podstarzałych kawalerów, którzy nigdy nie mogli, oficjalnie, być z kobietą, dlatego mają prawo mówić jej co powinna. Zbiorowa ochrona sumień, zbiorowy pakt dla ratowania istnień. Bez względu na koszty, bez względu na człowieka. 
     Nie wiem czy jestem za, czy przeciwko. Nie wiem czy potrafiłbym podjąć taką decyzję. Może tak, może nie. Nie muszę. Wiem jedno, to powinna być indywidualna decyzja. Nie ustawowa. Nie kościelna. Każdy sam odpowiada, przed samym sobą za decyzje, które podejmuje. To TA kobieta będzie żyła z tą świadomością, to ona odciśnie piętno na jej życiu.
     Problem nie jest prosty, ale ucinając jakiekolwiek dyskusje, z pozycji władzy, kolejny raz udowadniają nam, jak niewiele dla nich znaczymy. Dla władzy jesteśmy tylko "elektoratem" dla biskupów "owczarnią". Dla jednych i dla drugich stajemy się masą, która nie potrafi samodzielnie patrzeć i mysleć. Muszą nas "prowadzić". Szkoda tylko, że ścieżka jest ich.


poniedziałek, 28 marca 2016

"Inaczej zdradzą wielbiciele, że nie pojęli ze mnie wiele......."

     Ten tytuł, to tekst Jacka Kaczmarskiego. Poety i barda z czasów rodzącej się Solidarności. Postaci kontrowersyjnej i podobnie do wszystkich chyba, wyróżniających się wtedy ludzi, budzącej skrajne emocje.
     Ja słuchałem jego i nie tylko jego piosenek od dziecka. Wielu z nich nie rozumiałem, ale innej muzyki, innych kaset, w domu nie było. "Festiwal piosenki prawdziwej", "Festiwal piosenki zakazanej", koncerty tria Kaczmarski, Gintrowski, Łapiński, wszystkie nagrywane grundigiem mono, przez kolegów Taty i przegrywane na stare stilonki. 
      Czemu wspominam? Nie wiem. Od rana dzisiaj "jadąc na szmacie" grzmiał mi w głowie refren "Murów", tego nieoficjalnego hymnu Solidarności z pięknym tekstem Kaczmarskiego do melodii katalońskiego barda Luisa Llacha. I naszła mnie dygresja. 
     Ten utwór nadaje się jako hymn Solidarności i buntu tak samo, jak "Windą do nieba" zespołu 2 plus 1 nadaje się na pierwszy taniec na weselu. Nijak. 
     Mam wrażenie, że śpiewający tą pieśń i słuchający jej, nie słyszeli do końca. Nie zrozumieli ostrzeżenia, które ukryte.... Stop. Ukryte? Nie. W ty tekście nic nie jest ukryte. Wszystko jest jasne, tylko..... jak zwykle nikt nie słucha. Wszyscy zachowują się tak, jakby ostatniej zwrotki nie było. Nikt nie wyciągnął wniosków i mamy, co mamy.
     Pięknie się bowiem śpiewa, o grajku co poruszony niesprawiedliwością tworzy pieść, którą mogą śpiewać wszyscy, która dodaje im sił, do walki z uciskiem, daje nadzieję. "A mury runą, runą, runą i pogrzebią stary świat!". Czy może być coś piękniejszego dla narodu, który po latach zniewolenia zaczyna tęsknić za wolnością?
     "Aż zobaczyli. ilu ich....." Coraz więcej ludzi chce dołączyć do ruchu oburzonych, coraz większa siła wzrasta przeciwko władzy i niesprawiedliwości. Rewolucja wisi w powietrzu, pojawia się szansa na długo oczekiwaną zmianę. I zmiana nadchodzi, wprowadzona wariantem siłowym. Są pochodnie, rwany bruk, upadają pomniki znienawidzonego tyrana. "Ten z nami, ten przeciw nam! Kto sam, ten nasz najgorszy wróg! A śpiewak także był sam....".
     Taka rola barda, który tworzy pieśń, którą tłum wykorzysta jako hymn rewolucji. On nie staje po żadnej ze stron. Wie, że rewolucja rzadko bywa dobra. Terror pokonany siłą rodzi nowe kajdany. Oczekiwana zmiana, zamiast uwolnić ludzi od tyranii, sprowadza na nich inną, która pozornie i tymczasowo daje poczucie wolności. " Patrzył na równy tłumów marsz, milczał wsłuchany w kroków huk, a mury rosły, rosły, rosły. .. łańcuch kołysał się u nóg."
     W tym tekście zawarta jest przestroga, na którą nikt nie zwrócił uwagi. Naród porwany hasłami o zrzuceniu jarzma i wolności, prze przed siebie, znosząc niechcianą władzę. Wyniesieni na piedestał liderzy opozycyjni pławią się w glorii zwycięstwa. Stają się wybranymi przedstawicielami, tymi, którzy uwolnili lud spod buta. Wtedy jednak wychodzi, że jedyne ich hasła to "obalić", "odsunąć", "zniszczyć układ", "przywrócić ład i porządek", "słuchać woli ludu!" i pozostają one tylko hasłami. W krótkim czasie prawda wypływa na wierzch. To nowy reżim, nowa władza, która dąży do zabezpieczenia swoich interesów.
     I tak jest za każdym razem. Zjednoczeni ludzie w walce przeciwko "tyranii", zostają znów zmuszeni do walki w obronie swojej wolności. To co mamy teraz, to tylko ciąg dalszy tego scenariusza. Nikt z Solidarności w 89-tym nie wysłuchał pieśni do końca. Mury rosły ostatnie 27 lat i łańcuch, nowy i lśniący, znów kołysze się nam u nóg. Teraz do boju rusza KOD. Znów chce "bronić prawa", "obalić rząd, który łamie prawo!", "my będziemy waszym głosem", "my was słuchamy". Znam to, chociaż nie jestem stary, ale znam i pamiętam, bo ojciec zabrał mnie na wybory w czerwcu 89tego i pozwolił skreślać. Od tamtego czasu RAZ oddałem głos nieważny. Niestety coraz bardziej dochodzę do wniosku, że wybory to tylko kasting na kolor łańcucha. I wysokość muru.

PS 10 kwietnia jest rocznicą. Ważną. I dla mnie osobiście też. Tego dnia 12 lat temu zmarł Jacek Kaczmarski i zamknął pewien okres. Dla mnie również. Chociaż coraz lepiej rozumiem jego muzykę.