niedziela, 31 stycznia 2016

Przekonaj mnie

     Tracę wiarę w człowieka. Tracę wiarę w człowieczeństwo. Przekonaj mnie, że nie dążymy do destrukcji. Nie krzywdzimy dla własnej przyjemności. Jesteśmy inteligentną rasą. 
    Szczycimy się wolną wolą, oddajemy ją za bezcen innym. Chwalimy się swoim rozumem, którego nie używamy. Jesteśmy dumni z własnych przekonań, które narzucają nam inni. 
     Mam wrażenie równi pochyłej. Sąsiad, który z uśmiechem wita cię niemal każdego dnia, okazuje się oprawcą, który katował swoją chorą żonę. Miły kolega z pracy gwałci żonę, bo nie potrafi zapanować nad potrzebą "panowania" nad nią. Szanowany ksiądz okazuje się być obleśnym  zboczeńcem. Kochająca żona i matka zdradza przy każdej okazji. Przedsiębiorca, który szczyci się swoją dobroczynnością, bezwzględnie wykorzystuje swoich pracowników. 
      Gdzie nie spojrzysz Gęba. Maska,  skrywająca prawdziwe ja. Każdy udaje. Każdy gra. Wiem, powiecie, że nie każdy, że są tacy co szczerze pokazują kim są i jacy są. Zgoda. Wiem, że i tacy istnieją, niestety życie raz po raz rozbija fasady normalności i odkrywa obrzydliwą prawdę. 
     Wymyśliliśmy sobie religie, żeby wychwalać bogów, sławić ich miłosierdzie i łaskawość. Sami nie próbujemy nawet iść tą drogą. Rządzi nami zawiść, przekonanie o swojej racji i chęć bezwzględnego podporządkowania innych do swoich przekonań. Gdzieś czytałem, że "największym problemem w dyskusji jest to, że nie chcemy słuchać, chcemy tylko mówić". Rzucamy się więc sobie do gardeł, rozrywamy szponami, siejemy nienawiść wszystko w imię boga, który skazał swojego syna na męczeńską śmierć, by zbawić wszystkich ludzi.
      Sprawiliśmy, że wszystko co powinno być dla naszego dobra, staje się naszą krzywdą. Przemysł spożywczy używa masy chemikaliów byleby było, więcej, dłużej, taniej. Zwierzęta hodowane bez krzty godności, zabijane w okrutny sposób. Lasy i puszcze wycinane pod wciąż rosnące pola uprawne. Genetyczne modyfikacje roślin, które powodują wyjałowienie gleby. Chemiczne dodatki, których długofalowy wpływ na człowieka nie jest znany. Jesteśmy królikami doświadczalnymi. Każdego dnia dokładamy cegiełkę do badań nad całą gamą związków chemicznych.
     Ci, którzy mieli nas leczyć, sprzedali się pieniądzom. Mówi się, że po wejściu do gabinetu wystarczy spojrzeć na kalendarz i długopis lekarza, a już wesz jakiej firmy lek dostaniesz. Przedstawiciele handlowi, którzy wchodzą do gabinetu między pacjentami, zajmując czasem i pół godziny cennego czasu. Pacjenci poczekają. I tak muszą poczekać. Kontrowersyjna szczepionka, przed którą uciekają prawie wszyscy na "zachodzie" u nas ma być obowiązkowa. Koszt zaszczepienia to od 400 do 450 EUR. W samych Niemczech szczepiono około miliona młodych dziewczyn rocznie. Skala powikłań i ich nasilenie zasiała panikę. Na każde kaszlnięcie potrzebny jest antybiotyk. Katar, antybiotyk. Bez badań, wymazu, czegokolwiek. Jak nie działa, to inny i inny. Już wiem, że można inaczej. Ci, którzy też wiedzą, to nawiedzeni, znachorzy i niedouczeni samobójcy i mordercy. 
     Marzy nam się spotkanie z inną cywilizacją z kosmosu, a nie potrafimy akceptować siebie nawzajem. Przeszkadza nam gej, lesbijka, "ciapaty", murzyn, chińczyk i białas. Zamiast szukać porozumienia, skupiamy się na tym co nas dzieli. Nie słuchamy. Mówimy. Kiedy do nikogo nie docieramy, sięgamy po argument siły. Czy naprawdę jesteśmy gotowi na poznanie Robali, Prosiaczków czy innych przedstawicieli życia poza ziemskiego? Zabilibyśmy każdego, kto jest inny od nas. Nie chcielibyśmy słuchać. Pewnie nawet nie potrafilibyśmy. Komunikacja nie musi być werbalna.
      Potrafimy pluć na siebie o wszystko. Religię, wegetarianizm, politykę, sport.... każdy powód jest dobry. Jesteśmy specjalistami w każdej dziedzinie, zawsze wiemy wszystko. Nie dostrzegamy jednak sąsiada, który katuje swoją żonę, sąsiadki co bije dzieci, nie zwracamy uwagi na to co jest obok. Bardziej interesuje nas co zrobił ten czy inny aktor, piosenkarka, prezenter. Żyjemy życiem innych, często nie zauważając, że sami potrafimy czynić zło. Czy jeśli krzyczę "nie dla ciapatych uchodźców", bo gwałcą kobiety na ulicach, równocześnie wiedząc, że codziennie mnóstwo żon jest gwałconych przez mężów, za przyzwoleniem otoczenia, to robię dobrze czy źle? 
      Chcemy zwalczać to zło, które jest na topie, które akurat nam pasuje, którego zwalczanie dodaje nam lajków, fejmu, szpanu. Płyniemy "na fali", problemy pod powierzchnią już nas mniej obchodzą. "Ja jestem OK, a poza tym co mógłbym zrobić?" może jednak coś? Może zanim oplujesz innych, za bałagan, najpierw zrób porządek u siebie? Mam wrażenie, że to już niemożliwe. Zbyt wiele warstw jest ponakładanych na siebie, za dużo "dywanów" pod które zamieciono wiele spraw. Chyba przerasta nas ten problem. Niszczymy siebie i wszystko co wokół nas. W imię postępu, rozwoju, kasy. Bez zahamowań. Bez wyrzutów sumienia.
     Jeżeli miała nastąpić degeneracja rasy ludzkiej, to chyba zbliżamy się do finału. Dla kogoś pewnie szczęśliwego. 
     Boję się o moje Córki. Nie wiem jaki Świat im zostawię. Co będą mogły osiągnąć. Do czego dążyć. Mam tylko nadzieję, że nie zostaną zmuszone do walki o przetrwanie. Dosłownie. 



środa, 13 stycznia 2016

Jaizm stosowany czyli zimowa depresja.

      Ogłupiamy się. Sami. Chcemy, by robili to inni i jesteśmy im szczerze wdzięczni, kiedy robią to dobrze. Ba, gotowi jesteśmy zapłacić spore pieniądze, za możliwość bycia "wystylizowanym", "wykreowanym", "stworzonym na podobieństwo" i co najważniejsze żyć "wiecznie" po śmierci.
      Oglądam ten świat z rosnącym przerażeniem. Zatracamy wszystko, co powinno być w nas dobre, na rzecz mrzonek, wymysłów, sztucznie tworzonego otoczenia. Otoczenia, które kreuje nas, pod swoją potrzebę. Ogłupieni wszechobecnymi komunikatami "musisz", i "należy", "trzeba", "inni już dawno!", "On/Ona to ma!", "Inaczej będziesz brzydki/a", "Inaczej spłoniesz", "spotka cię kara!", "odrzucenie". Jesteśmy gotowi walczyć ze sobą nawzajem, w imię nie swoich ideologii, które ktoś "wcisnął nam" jako nasze. Zawsze ktoś nam mówi, co jest dla nas dobre, co czyni nas lepszymi, co czyni nas ładnymi. Jeżeli jest Ci smutno, weź pigułkę.
     Stworzyliśmy nowe dziedziny życia, których jedynym celem jest określanie Nas. Płacimy, grube  często, pieniądze za to, by wyglądać "modnie", zaspokajać "swoje" potrzeby piękna, "kupić" życie wieczne. Całe nasze życie podporządkowujemy niedoścignionym celom. Gromada "stylistów"  określa nam każdego dnia, co jest modne, co powinniśmy ubierać i jak, by być. ... no właśnie kim? Sobą? Skąd obca ci osoba ma wiedzieć KIM ty jesteś? Nawet nie widziała cię na oczy. Przykład? W jednym z programów emitowanych na kanale z końcówką "Style", prowadząca "wystylizowała" uczestniczkę poprzez wyciągnięcie połowy koszuli ze spodni. Drugą połowę pozostawiając wsadzoną za pasek. Gdybym ja tak się ubrał, czy "wystylizował", Żona niechybnie wyzwałaby mnie od "łachudrów" i kazała coś z tym zrobić. Na potrzeby show jest to jednak "stylizacja", tylko dlatego, że pani prowadząca podobno się zna (kto tak uznał? ) na modzie. Czym jest moda?   Wyciskaniem ci chińskich spodni wartych góra 50 PLN za  ośmiokrotność tej kwoty. Jeżeli się zgadzasz ubieraj się tak, żebyś czuł się komfortowo. Jeżeli nie, weź pigułkę.
     Jakie są Twoje prawdziwe potrzeby i kto je określa? Ty sam? Czy raczej ktoś ustala to za Ciebie? Pierwsza zasada sprzedawcy (dobrego, czyli takiego co wciśnię ci najdroższe sprzęty, nawet jeśli masz już takie w domu) mówi "najpierw należy u klienta wzbudzić POTRZEBĘ posiadania. Kupiłeś drogi telewizor dwa lata temu? Już jest przestarzały! Sąsiad ma nowszy! Ma zakrzywiony ekran, 3d, internet! Wyrzuć swój i kup nowy! Twój wyląduje na wysypisku. Może gdzieś w Afryce. Tam kończy większość naszych urządzeń. Nikt tam nie protestuje, korporacje zapłaciły komu trzeba. Zepsuła ci się pralka? Koszt naprawy wyniesie prawie tyle co nowa. Kup więc nową! Potrzebujesz NOWEJ! Jeżeli rozumiesz te mechanizmy, decyduj za siebie. Jeżeli nie, weź pigułkę.
     Krzyczycie głośno, że należy szczepić, podawać antybiotyki i suplementy. To osiągnięcia naukowe! Nikt nie ma prawa z nimi polemizować! Skutki uboczne? To tylko promil. To się zdarza innym. Czemu nie pamiętacie, że ta sama nauka odrzuca dobroczynne właściwości roślin? A  lekarzy stosujących terapie witaminowe uznaje za szarlaranów? Czy teraz gdy "odczarowano" cannabis, ci naukowcy, którzy uznali go za zło, narkotyk i śmiertelne zagrożenie będą musieli zmienić zdanie?  Czy nie ma możliwości, że badania przeprowadzane na zlecenie koncernów dają wyniki potrzebne w marketingu? Ile sztucznie  wykrzyczanych "epidemii" trzeba przeżyć, żeby zrozumieć, że nie należy zgadzać się bezwzględnie na wszystko, co ktoś chce ci podać? Wolisz na ból chemiczną pigułkę, która niszczy ci żołądek i wątrobę czy naturalny lek, praktycznie bez skutków ubocznych? Wolisz antybiotyki i leki na "grypę", które maskują objawy czy też zabijają wszystkie bakterie w jelitach, bo prawie nikt nie robi wymazów, prawie nikt nie zadaje sobie trudu szukania innych sposobów zapobiegania. Lepiej jest leczyć, wciskając kolejne pigułki niż wzmacniać naturalną odporność. Dalej wierzycie, że czyjś interes jest dla Waszego dobra? Suplementujcie się dalej. Ile pigułek już wziąłeś? Jeżeli to głupie, to weź następną. 
     Ile zapłacisz za "życie wieczne"? Więcej niż Twój stan konta? Samego siebie? Uwierzysz, że jakiś Bóg dał ci łaskawie wolną wolę, byś kierował swoim życiem?  Cóż z tego. Jeżeli próbujesz korzystać z tego przywileju, skazujesz się na wieczne potępienie. Jaki to więc wybór? "Nie musisz mnie kochać, bo ja kocham ciebie. Ale jeśli nie będziesz mnie kochał SPŁONIESZ W PIEKLE! ale masz wybór." Poświęcamy pieniądze, zdrowie, rodzinę żeby zadowolić  wymyślonego bożka, który w zamian daje tylko obietnice. Dajemy się ogłupiać, trwoniąc życie na mrzonki. Wszystko dla tego "prawdziwego", które jest po śmierci. Są i tacy, co zabiją siebie i innych dla obiecanego raju. Jak łatwo dajemy zawładnąć sobą. Wystarczy strach przed karą za nieposłuszeństwo i obietnica bliżej nieokreślonej nagrody. Już padamy na kolana. Czy tak jest lżej? Jeżeli lubisz klęczeć, weź pigułkę. Jeżeli nie, zacznij myśleć. 
     Mówimy o wolności, a sami ją sobie odbieramy. Pozwalamy, by inni wyznaczali Nas, określali jacy powinniśmy być. Ludzie nie potrzebują Matrixa. Sami go stworzyliśmy i on działa. Wkurza Cię moja broda? Mój ubiór? Mój sposób bycia? Weź swoją pigułkę. Pamiętaj, jeżeli masz ze mną problem, to jest to Twój problem. Ja jestem sobie sobą. 
     Świat się nie zmieni. My możemy, ale czy chcemy? Czy kiedyś dorośniemy na tyle by być prawdziwie wolnymi? Być może, kiedyś, nim wykończymy się sami swoją głupotą, ktoś w końcu wstanie i powie "Ja jestem" i nauczy innych "Jaizmu". Bycia dumnym z własnych wyborów. Wyrwania z klatki "oceny innych". A  może nie. Może zapędzimy się w ślepą uliczkę i unicestwimy. Bo znów ktoś za nas podejmie decyzję. Stracimy tylko my. Ziemia odetchnie. 

poniedziałek, 4 stycznia 2016

Inni mają

     Nowe media wzmagają kreatywność. Nowe media uczą, ułatwiają, rozwijają, pożerają czas oduczają myślenia. Która teza jest prawdziwa?
      Coraz trudniej uchronić dziecko przed laptopem, tabletem, smartfonem, czy jednak należy je chronić? Czy może w imię "kreatywności" i "rozwoju" pozwalać im na ograniczony lub nieograniczony dostęp do tych sprzętów?
       Trudno jest wypośrodkować. Ja mogę napisać to co obserwuję w domu, a mam kogo obserwować i mam niezły przekrój wiekowy.
     Najmłodsza. Najkrócej. Dostępu nie ma prawie wcale. Kilkakrotny kontakt ze smartfonem skutkował chaotyczną zmianą tapety, ustawienia kont, dziwnych smsach i wpisach na FB. Teraz ogląda YT na laptopie. Najczęściej ze Średnią. I w sumie spoko. Chociaż "Świnka Peppa" czy "Teletubisie" to nie jest szczyt moich oczekiwań, to przynajmniej nie epatują skrajną głupotą. Przynajmniej na poziomie dwulatka. Piękne jest natomiast jak krzyknie "Lalalala" i wtedy należy puścić teledyski Luxtorpedy, Lipali, Kultu i innych. Tudzież cały koncert akustyczny z Wujkami. tyle jeśli chodzi o jej kontakt z multimediami. I tyle wystarczy. Przeraża już okresowy wrzask przy wyłączeniu laptopa. Wtedy kategorycznie kończymy.
      Średnia. Jest w pierwszej klasie więc pojawia się już standardowe "chcę telefon, bo Asia, Matrysia, Wojtek i Bartek już mają!!". Tu problem wydaje się głębszy. Mam wrażenie, że większość z Nas poddaje się tej presji i zaspokaja "komfort" dziecka, kupując mu tablet czy smartfon, tylko po to, by nie czuło się wykluczone. Czy jednak wykluczone? Czy nie lepiej nastroić dziecko do pewnego oportunizmu? Dzieci korzystają z tych urządzeń głównie do grania, również w gry logiczne i edukacyjne, które rozwijają, jednak najczęściej to opieka nad wirtualnym zwierzakiem, która ponoć uczy odpowiedzialności, ale co do tego mam wielkie wątpliwości. Wirtualny piesek ma się nijak do własnego czworonoga i pod względem obowiązków, jak i pod względem przyjemności.
      Robią też zdjęcia i nagrywają filmiki. Jakie? Bywa, że przerażające, ośmieszające, złe. Mało który rodzic sprawdza, co jego pociecha ma w "pamięci". A można trafić na rzeczy naprawdę straszne. Dlaczego więc ulegać stwierdzeniu "bo ona ma"? Czy to faktycznie dbałość o rozwój i kreatywność czy po prostu "spokój od dziecka" na kilka godzin? A gdyby tak odwrócić trend? Wspomóc nauczycieli, którzy coraz częściej mówią o tym, że dzieci i młodzież nie rozmawiają ze sobą tylko "siedzą" w wirtualnym świecie? Kiedyś, na pewnym festiwalu, jedna mądra kobieta, wręczając nagrodę dla wokalistki alternatywnej, powiedziała znamienne dla mnie słowa: "Bo tylko zdechłe ryby płyną z prądem". Racja? Uważam, że tak. Moja Średnia będzie płynąć pod. Będę jej stawiał przeszkody i tłumaczył czemu i jak je pokonać. To rozwija. Z pewnych względów i tak stoi po stronie mniejszości, jedna więcej "odmienność" nie zrobi jej krzywdy, a mam nadzieję, nauczy bycia silną w obliczu przeciwności.
     Nie ma tabletu ani smartfonu. Uważamy, że nie są jej potrzebne. Czasami gra na komputerze u Dziadków, czasami układa puzzle na naszym laptopie albo ogląda z Najmłodszą YT. Rozmiar porażki, która mogłaby stać się naszym udziałem, obrazuje dla mnie fakt fascynacji filmikami z...... rozpakowywaniem jajek niespodzianek..... Sama je odnalazła i ogląda z pasją, a mnie to przeraża. Dlatego limituję YT i wolę włączyć Da Vinci Learning ;)
     Najstarsza. Nastolatka. Mówi samo za siebie. Wirtualny świat istnieje 24h na dobę i Ona też by chciała w nim być. Non stop. Sen jest nieważny, ważny jest kontakt z koleżankami, kolegami, chłopakiem. Przeraża zasięg i ogrom tej "choroby". Można zauważyć jedną prawidłowość. Kupiony w celu "edukacji i rozwoju" tablet skończył jako komunikator i narzędzie do głupich gierek i pożeracz czasu. Telefon już dawno nie służy do dzwonienia. Ciężko wręcz dodzwonić się do dziecka, jeśli jest potrzeba. Okresowe kontrole przynosiły wielkie rozczarowanie własnym dzieckiem. Spokojna, ułożona i grzeczna dziewczynka staje się........ brak dość ogólnych słów na to. Kubeł zimnej wody dla rodziców. 
     Pierwszy ban na wifi i telefon i tablet przyniósł same dobre efekty. Po początkowych dąsach, fochach i płaczach, dziecko wróciło na dobrą ścieżkę. Oceny poszły w górę. Nadliczbowy czas, był z konieczności pożytkowany na czytanie i naukę, oraz na rozmowy z rodziną. Niestety. Jak jest poprawa, to wraca również net. Reakcja jest niemal natychmiastowa. Więcej czasu w pokoju (na "nauce"), dziecka w zasadzie nie widzisz przez pół dnia. Telefon zawsze w ręce, bez względu na to co robi. Je, gotuje, gra z nami w planszówkę, bawi się z siostrami, uczy..... zawsze i wszedzie. Rozprasza, kradnie cenny czas. Liceum to już nie są przelewki i to widać. Wystarczy odciąć i efekt jest niemal natychmiastowy. Połączony oczywiście z fochem, żalem i pretensjami. Staje się to jedynym batem na nią "Jeżeli nie poprawisz ocen to wyłączymy wifi!" Żałuję, że nie dostrzegłem tego zgrożenie dość wcześnie, że nie zareagowaliśmy bardziej stanowczo. I tak uważam, że osiągnęliśmy jakiś dziwaczny stan równowagi, że jeszcze nie straciliśmy konatktu tak na stałe. Jeszcze nie piszemy do siebie przez komunikatory.
      Czy więc nie powinno się włączyć kampanii ogólnoświatowej na NIE? Rozumiem, że technologia musi iść do przodu, ale pozwalanie na zbyt duży kontakt dzieci z nią, może powodować głębokie problemy. Czy urządzenia przenośne nie zastąpią nam myślenia? Nie muszę umieć liczyć, mam kalkulator, nie muszę znać dat z historii, mam wujka Google i nieograniczony dostęp do netu, wszystko tam znajdę, jak będzie potrzeba. Prowaddzi to do "tworzenia" ludzi o płaskim światopogladzie, poszukujących informacji tylko wtedy, kiedy jest im to niezbędne. Nie ma miejsca na kreatywność, upajanie się procesem poszukiwania, dociekliwość. Dlatego ich wiedzą są filmiki na YT i śmieszne obrazki na Demotywatorach. Procesu weryfikacji nie ma, jest zbyt czasochłonny. 
     Staramy się tępić takie zachowania w domu, ale co zrobić poza nim? Ktoś powinien otworzyć oczy nim będzie za późno. A może już jest? 


niedziela, 27 grudnia 2015

Spisek! Żaden spisek. Po prostu biznes. I tyle.

     Żyjemy w czasach nagonki. Nagonki "zwolenników" na "przeciwników". Dotyczy to każdej, niemal, płaszczyzny naszego życia. Wszędzie, gdzie się nie obejrzymy, pojawiają się "kontrowersyjne" tematy i jak grzyby po deszczu wyrastają legiony popierające i rzesze przeciwne. Starcia, bójki i batalie są na porządku dziennym. Dobrze, że toczą się "tylko" medialnie, internetowo, w większości przypadków bezkrwawo.
      "Nabijacze lajków" - szczepionki. Napisz słowo, a rozpocznie się prawdziwa bitwa. Pojawią się epitety "ciemnota", "mordercy", "nieodpowiedzialni rodzice", "głupota", "kretynizm" i więcej i gorzej. Padają argumenty, groźby, pomysły na karanie tych co przeciwko, wieszczenie zagłady przez tych co przeciw. Ja..... hmmm powiedzieć? Nabijać lajki? Może dyplomatycznie, ja zastanawiam się tylko nad jednym: czy coś co przynosi olbrzymie zyski (OLBRZYMIE, szczególnie w krajach gdzie przymusowo szczepi się wszystkim i na wszystko, a takich coraz mniej) jest jeszcze dobrodziejstwem czy tylko drenowaniem kieszeni? Płaci NFZ, czyli my. A prezesi liczą kasę. Oczywiście zaraz ktoś napisze "to unikaj antybiotyków! leków przeciwbólowych!" A czy nie leki przeciwbólowe maskują czasem objawy czegoś poważniejszego? Przecież jeśli produkcja leków, szczepionek i innych farmaceutyków czy suplementów diety JEST biznesem, to NIKOMU nie będzie zależało na tym, żeby pacjenci wyzdrowieli. Wystarczy przeczytać kilka artykułów na temat badania "skuteczności" leków. Porównanie składnika leku do wody da ZAWSZE pozytywne wyniki. A ich procentowa skuteczność jest określana na podstawie podgrup i dostosowywana do potrzeb.
      Powoli Świat zaczyna "odkrywać" zbawienne działanie ziół. Okazuje się, że olej z konopii ma właściwości lecznicze na poziomie bardzo wysokim, może nawet spowodować regres guza i to glejaka lekoopornego. Są na to dowody i wyleczeni pacjenci. Niestety fakt, że uprawa i zbiory tej rośliny są stosunkowo proste, sprawia, że długie lata traktowano ją jako "zły narkotyk", który zabija i powoduje uzależnienia. Bzdury wypisywane na temat cannabisu, przez naukowców również, okazują się być dementowane z wielką łatwością. Część tych naukowców, co niedawno jeszcze pluła na "trawkę" teraz wycofuje się z tych oskarżeń i "zaczyna dostrzegać" więcej dobrego w tej roślinie. Na tym polega NAUKA! Na podważaniu samej siebie. Tylko religia trzyma się swoich "nieomylnych" sądów sprzed tysięcy lat.
     Nic nie jest spiskiem, wszystko jest biznesem. Gdzie nie spojrzysz atakuje cię wszechobecny pęd do pieniądza. Nauka jazdy? Oczywiście! Kiedyś miała na celu sprawdzenie teoretycznych i praktycznych umiejętności "kursanta". Obecnie? Kto zdawał ostatnio ten wie. Trzepanie kasy na idiotycznych, bez związku z faktycznym zachowaniem na drodze, pytaniach i równie "przesiewowy" sprawdzian jazdy "po mieście". Wszystko zależy od humoru pana egzaminatora. I oczywiście od zapotrzebowania w budżecie WORDu. 
      Policja ma "target" na ilość mandatów, politycy uchwalają ustawy pod określone grupy, które, o tak, płacą za to grube pieniądze. Długie lata zajęło Amerykanom zrozumienie, że lobbyści są zbyt potężną grupą i podjęcie próby odebrania im realnej władzy. Lobby naftowe blokuje rozwój nowych technologii silników. Hybrydy i elektryczne zdobywają rynek bardzo powoli, paliwa kopalne wciąż są podstawą energetyczną na Świecie. Do niedawna lobby tytoniowe blokowało wszelkie ustawy skierowane przeciwko palaczom, teraz komuś, nie bójcie się, nie za darmo, bardziej zależy na niepaleniu. 
     Internet, to cudowne dziecko XX wieku, już zastępuje myślenie. Dzięki "wiedzy" czerpanej z netu, część ludzi zapomina, że do wszystkiego należy używać mózgu. Pojawiają się więc komentarze typu "w Afryce przecież mają mnóstwo złota i diamentów, a to Europejczycy muszą jeździć tam i kopać studnie!! Do łopaty lenie by się wzięli!"... Tak to w miarę oryginalna pisownia. Oczywiście jest to komuś na rękę. Głupiego łatwiej omotać, łatwiej nim sterować. Media. Część z Was twierdzi, że TVN kłamie, więc kto mówi prawdę? TVP? Polsat? Republika? Trwam? Gazety również dzielą się na te co piszą "prawdę" i prawdę. Tylko, która jest która? Wyborcza? Do Rzeczy? Gazeta Polska? Kto z Was zadaje sobie trud czytania, oglądania, słuchania wszystkich informacji z każdej strony? Kto interesuje się tematem na tyle głęboko, że może pochwalić się prawdziwie obiektywnym zdaniem? Przypuszczam, że nikt. Ja również. Staram się jednak sprawdzać źródła z różnych stron i porównywać i tak określać SWOJE zdanie.
     Nawet religię sprowadziliśmy do biznesu. Bardziej nawet niż w czasach Reformacji Marcina Lutra. Dzisiaj nikt już nie płaci za odpusty, ale płacą wszyscy za......... za OBIETNICĘ wiekuistego zbawienia. Tak, to kwestia wiary. Tylko czemu za czyjąś wiarę płacą też ci co się z nią nie zgadzają? Bo ktoś ma w tym swój biznes. "Tron z ołtarzem" od zawsze są ze sobą związane.
      Produkcja przedmiotów opiera się na ich "nietrwałości", celowym postarzaniu i wbudowywaniu podzespołów odpowiedzialnych za "awarię" w odpowiednim czasie. Taki program był kiedyś na CNBC na temat korporacji. Oczywiście trudno wierzyć do końca skoro to korporacja medialna kręci dokument o innych korporacjach. Zamknięte koło. Wystarczy dodać do tego tylko informacje z internetu i własne doświadczenia. Komuś "wysiadła" drukarka czy pralka chwilę po gwarancji? Naprawa kosztuje tyle, że bardziej opłaca się kupić nową? Właśnie. 
     Doszliśmy do ściany. WSZYSTKO jest uzależnione od pieniędzy i jeżeli nie chcesz uciec do lasu i tam żyć jak pustelnik stosując tylko naturalne metody leczenia, uprawy, polowań, to musisz stać się integralną częścią tego systemu. Do nas należy tylko wybór i pilnowanie, żeby nikt nam możliwości wyboru nie zabrał. My też ponosimy konsekwencje tych wyborów. 
     Cholera. Brzmię jak Korwinista. Nie, nie jestem. Jestem utopistą. Marzy mi się Świat, w którym najważniejszy jest CZŁOWIEK. Media nie muszą kłamać i mieszać w głowach, politycy faktycznie służą społeczeństwu. Prawo chroni najbiedniejszych, a koncerny farmaceutyczne, żywnościowe, naftowi potentaci łączą siły w dążeniu do ochrony planety i dbają o przyszłość ludzkości. Nic z tego. Bardziej prawdopodobny jest scenariusz, który przewiduje nasze szybkie wyginięcie. Zapędziliśmy się. Wszystko nas dzieli, coraz mniej łączy. 
     Niemalże każdy aspekt naszego życia jest kontrolowany i sterowany. Technologie, które ratują nam życie są używane również do generowania olbrzymich zysków kosztem naszego zdrowia. Politykom na rękę jest to, co nas dzieli wtedy jest łatwiej trzymać nas w ryzach.
     Po co to piszę? Bo potrzebuję. Nic innego mnie do tego nie zmusza. Co to zmieni? Pewnie nic. Chociaż może ktoś zacznie patrzeć na pewne rzeczy pod innym kątem? Może poszuka innych źródeł, porówna? Chciałbym. Ale to też utopia. Rzeczywistość boli. Jak głupota. Chociaż mówią, że nie.


poniedziałek, 21 grudnia 2015

Degrengolada. Smród i noc.

     Rozbrojony jestem. Codzienna nagonka i bitwy, na szczęście te internetowe, podnoszą ciśnienie i napawają strachem. Co będzie jutro?
     Jest pewien schemat, pewna stała w komentarzach strony pro rządowej i tej, która jest anty i była anty, ale teraz jest anty i anty anty. Nic nie rozumiecie? Ja też. To strona chyba najgroźniejsza. To ci co ponoć protestowali pod budynkami rządowymi za czasów peło, to też ci co nie akceptują obecnego rządu. Nie akceptują też KODu i tych co narzekają na pis.
     To oni krzyczą "a gdzie byłeś wtedy??". Cóż. Najpewniej w domu, może w pracy. Nie wychodziłem na ulice, nie krzyczałem, ale tak jak i teraz, krytykowąłem posunięcia rządu. Jestem człowiekiem, który doszedł do przeświadczenia, że zła polityka istnieje od początku lat 90tych. Grupa ludzi związanych z Solidarnością i innymi grupami opozycyjnymi doszła do władzy i..... nie miała pojęcia co robi. To wszystko odbija się nam czkawką do teraz. Czemu? To wciąż TA SAMA ekipa. Jak może się coś zmienić?
      Nie wychodziliśmy na ulice, przez 8 lat rządów peło. Nie sądzę, że wynika to z naszej całkowitej akceptacji dla tego co oni robili z tym krajem. Nie. Gdyby tak było to pis nie miałby władzy niemal absolutnej dziś. Być może to wina ówczesnej opozycji? Jeżeli prawdą jest (naciąganą), że manifestacje to jęk odsuniętych od władzy, to pytam "gdzie byli liderzy opozycji przez te 8 kat?" Ktoś im zabraniał "podburzania narodu", ktoś im zabraniał organizowania "150 mln PLN od żydowskiego bankiera"? Czy może peło tak bardzo tłamsiła ich swoimi rządami, że bali się podnieść głowę? Nie wychodziliśmy na ulice przez ostatnie 8 lat, bo brakowało nam LIDERÓW. I pis dalej ich nie ma. A pan Paweł K. skończył się szybko ze swoją "walką z systemem" i skwapliwie począł z tej systemowej dłoni jeść. 
      Na ulice wychodziły pielęgniarki i górnicy. Tu jednak podział, utrwalany w społeczeństwie przez władzę, nie dopuścił do żadej eskalacji. Co prawda obecna Solidarność groziła strajkiem ogólnopolskim, jednak..... tuż, chwileczkę po tym ZAWSZE pojawiała się wiadomośc o "porozumieniu w negocjacjach". I już. Dalej krzyczały pielęgniarki, dalej palili opony tylko górnicy. I co ugrali jedni i drudzy? NIC. Gwarantuję. Chociaż nie znam środowiska pielęgniarek na tyle, żeby wiedzieć coś pewnego, to górników kilku znam i ludzi "z branży" i wiem, że oprócz odwołania prezesa JSW (który notabene zgarnął cudną odprawkę i przeniósł się na inne stanowisko) nie zyskali niczego. Nadmiar biurw i "ludzi na powierzchni" dalej pożera lwią część przychodów z wydobycia. Nadal więc górnik dołowy dostaje po dupie i to jemu grozi się zwolnieniami grupowymi i likwidacją zakładu i bezrobociem. 
     Jakie więc mamy możliwości na wytłumaczenie tej sytuacji? Chyba proste. Skoro lud, tłum, potrzebuje przywódcy to właśnie musiał go dostać. Bo hasła w internecie "wyjdźmy na ulice" czytam od początku jak mam tu konto (tu w domyśle nasza-kasa, fb, g+ czy inny materiał reklamowy) i nigdy nie działały. Kończyły się tysiącami w "wydarzeniu" i dziesięcioma osobami na miejscu. Teraz jest inaczej. Dlaczego? Bo KTOŚ za tym stoi. Osoba, organizacja. Może ktoś z tego czerpie zyski (a pewnie! Nie uwierzę, że ktoś nie dorabia na "pokojowych rewolucjach"), ale nie są to te tłumy wkurwionych ludzi, którym nie podoba się to co się dzieje.
       Jaka władza jest na tyle chujowa, że wystarcza jej miesiąc z hakiem i już staje się znienawidzoną kastą. Czymś niepożądanym. Mają przeciwko sobie media i nie potrafią ich zakneblować. W dobie telewizji cyfrowej TV publiczna ze swoi miernym przekazem jest rzadko oglądana. To prywatne stacje wiodą prym. A im nie na rękę socjalizstyczna republika pis. Bo totalitaryzm przywróci cenzurę jak za Gierka i zniknie wszystko poza reżimowym tvp i trwam. Niemniej jak trzeba być chujowym rządem, żeby po zaledwie miesiącu z hakiem zostać pośmiewiskiem w internecie, żeby grupy dzieciaków tworzyły memy, w których rechoczą z członków rządu. Jak chujowym trzeba być rządem, żeby nie poryszyć ŻADNEJ konkretnej grupy społecznej, nie podnieść Solidarności i innych związków zawodowych. By podnieść z foteli zwykłych ludzi?
     Czemu to "przywracanie porządku" po peło jest wykonywane głównie w nocy i metodami co najmniej dziwnymi? Czemu urzędnicy MONu idą po godzinie pierwszej w nocy do jednostki kontrwywiadu NATO i dorobionymi kluczami otwierają drzwi? Dlaczego nie mogli tego zrobić rano, po godzinie otwarcia jednostki? Czemu prezydent zaprzysięga nowych sędziów TK w nocy i bez tłumaczenia? Czemu nikt nm niczego nie tlumaczy? Czemu cały ten Blitzkrieg jest robiony tak, żeby przeciętny obywatel nic z tego nie wiedział? 
     Jeżeli to wszystko jest częścią plau naprawy Polski, to czemu nikt tego planu nam nie wytłumaczy? Czy nie zasługujemy na to? To budzi zrozumiały opór i strach, a tłumaczenie "bo oni też i to wcześniej, łamali prawo!!!" jest na poziomie przedszkola. Ja spałbym spokojniej, gdyby ktoś powiedział mi: naprawiamy drastycznie to i to ponieważ........., wchodzimy do jednostki wojskowej i zwalniamy jej załogę bo.........., łamiemy Konstytucję bo....... (nie, nie przemawia do mnie argument pana K., że to pomiot Kwaśniewskiego. Ja głosowałem w referendum na TAK i mam wrażenie, że większość popierających pisowskie działanie nawet jej nie czytała). Niech mi powiedzą, co konkretnie ich w tej OBOWIĄZUJĄCEJ razi!
     Mam wrażenie, że obecna władza chce za mocno, za bardzo i na dodatek nie tłumaczy obywatelom czego chce. Powstaje więc wrażenie, że jedyne czego chcą to WŁADZA i odwet. Ktoś to już napisał: "Teraz, kurwa, MY!". Ja dopisuję tylko tyle: Mam nadzieję, że nie na długo.


      
     

środa, 9 grudnia 2015

Okiem zwykłego człowieka

     Nie ogarniam. Raz daję się ponosić medialnej nagonce, raz odkrywam, że  wcześniej było tak samo. Gubię się w krzyku i przepychankach. Słuchając gładkiego języka, pięknych i trudnych słów, popadam w konsternację. Każdy wydaje się mieć rację. A jednak. .... 
     Nie bronię PO. Nie głosowałem na tę partię ani w 2007 ani 2011 roku. Uważam, że zrobili wiele gównianej roboty. Klęczeli z pochyloną głową to przed UE, to przed KK. Wszystko jednak robili za zasłoną dymną. Nikt tak jak oni nie potrafił wyciszyć afery prostym "nic takiego się nie stało", nikt, jak oni, nie potrafił spowodować skłócenia ludzi, by po cichu robić rzeczy niepopularne.
     Po ośmiu latach ich rządów nie ma dobrobytu. Nie ma niczego, co obiecali w wyborczej kampanii. Chciało by się powiedzieć, za dawnym kandydatem na prezydenta, "nie będzie niczego!" I nie ma. Życie pozornie toczy się dalej. Niby jakoś dajemy radę. Ale właśnie chodzi o to "jakoś". 
     Pasuje tu takie powiedzenie: "miała tu być jakość, wyszło, psiakość, jakoś". Tylko coraz gorzej i trudniej przeżyć do "pierwszego".
     Ale to przecież nie wina samej peło. To raczej  nieumiejętne i pozbawione jakiekolwiek racjonalności rządy wszystkich ekip od 1990 roku. Zawsze chodziło o "rozliczenie" przeszłości i napchanie własnej kieszeni. 
     To wszystko doprowadziło ludzi do stanu permamentnej katatoni. Spora część społeczeństwa, nie widząc ratunku z żadnej strony, olała wybory. Z tych co poszli, największy okazał się elektorat betonowy, do którego dołączyli ci co chcieli zemsty na poprzedniej władzy. Nie tyle popierali PiS, co liczyli na zgnojenie PO. I rozliczenie wszystkich przekrętów.
    No i udało się. Niesieni obietnicami grubej kasy na dzieci, likwidacji niektórych podatków i rozliczenia winnych, dorwali się do władzy. I co? I nawet nie starają się ukrywać swoich działań. Czemu? Bo nie muszą. Opozycja pokrzyczy, ale nie zrobi NIC, bo nic zrobić nie może. Sejm, senat, prezydent, wszystko w rękach jednej partii i, co bardziej prawdopodobne, jednego człowieka. 
    Napiszecie, że sprawa z TK to próba rozbicia układu poprzedniej władzy w tej instytucji. Być może, ale łamanie prawa z usprawiedliwieniem "bo oni złamali pierwsi" jest szczeniackie.
    Dajemy 500 złotych na dziecko dla WSZYSTKICH, ale równocześnie prosimy (sic!) bogatych, żeby nie korzystali z przysługującego im prawa. Żeby było jasne, uważam, że bogaci nie powinni otrzymywać tego dodatku, ale powinno to być uregulowane! Nie można ustanawiać prawa, a potem odwoływać się do honoru obywateli. No postawię ci piwo, ale bądź tak dobry i go nie pij, bo w lodówce masz czteropak.
     No i wisienka. Kto nie lubi rządu, ten straci prawo do składania wniosków w sejmie. Czy to nie jest knebel na opozycję? Taki delikatny, niby nic wielkiego, ale.... Wymaganie pisemnego określenia się "czy lubię rząd" przez partie opozycyjne? Przecież to kpina. Co następne? Delegalizacja tych co napiszą, że rząd jest be? Więzienie dla tych co myślą inaczej? 
    Pamietajmy, że minęło zaledwie półtorej miesiąca. Wciąż jeszcze są ludzie, którym wydaje się, że to "robienie porządków" po peło, że to "przywtacanie ładu i prawa". Obyście nie obudzili się na głos kolby uderzającej w drzwi waszego domu. No chyba, że będziecie chcieli sami wyciągać ludzi z łóżek. 
     Władza w jednych rękach, w normalnym systemie, powinna ułatwić wykonanie reform i uporzadkowanie kraju po ponad 20 latach eksperymentów. Ale ludzie, którzy ją dostali idą w innym kierunku. Upajają się nią i zaczynają dostrzegać wszystkie swoje możliwości. Jednowładza, która nie liczy się ze zdaniem innych, w tym narodu, to system totalitarny. Zamordyzm. To powrót do starych haseł. 
     Strach ogarnia, kiedy widzę, że ci co obalali komunizm, teraz sami rozkrecają machinę "jedynie słusznej partii". 
     "My ich tak długo będziemy kochać, aż oni nas w końcu pokochają"!
    Oczywiście zarzut, że staniemy się już całkiem kolonią Watykanu jest głupi. Głowa kościoła nie obchodzi już ani episkopatu, ani tym bardziej "autora sukcesu" pis i jego Radyja. A to przed nim padają na kolana Prezes, prezydent i rząd. Strzeżcie się więc wolnomyśliciele, ateiści i innowiercy. Być może nadchodzi era nowej inkwizycji, cenzury i nie będzie tu już miejsca dla takich jak my.
      Czy to wszystko coś zmieni w nas? Pewnie nie. Zawsze lepiej wyżywać się na innych w internecie. Udowadniać wszystkim, że coś takiego jak "naród polski" już dawno nie istnieje. Miała być druga Japonia, potem Irlandia, a wyszła Somalia. Dziki kraj ze swoimi klanami, plemionami i kacykami.
     Krzyczymy na siebie, wyzywamy się, a ci co są przy korycie śmieją się w głos za nasze pieniądze. Kiedyś Jacek Kaczmarski śpiewał tak: "zgodni tylko gdy w niewoli, bo ich wtedy razem boli." Smutna to prawda.



niedziela, 15 listopada 2015

Strach się bać.

     Fanatyzm religijny zabija. Fanatyzm religijny krzywdzi  niewinnych. Działania fanatyków robią krzywdę wszystkim, zarówno przypadkowym ofiarom, jak i ludziom tego samego wyznania, tego samego koloru skóry. 
     Fanatyzm uwalnia strach. Strach  paraliżuje jednych, a innych popycha do działania. Te działania są zazwyczaj złe. Pod pozorem walki z terroryzmem zginą znów przypadkowi ludzie.  Nie wierzę, że Amerykanie i koalicja europejska nie wiedziała, że wciska kij w mrowisko. Komuś zależało na wznieceniu starego pożaru, który tlił się gdzieś w afrykańsko -azjatyckim tyglu? 
      Teraz tylko wystarczy dołożyć paszport uchodźcy, zarejestrowany w Grecji i.... lont podpalony. Co z obozem w Calais? Ponoć wczoraj stał w płomieniach ... dziś wszyscy milczą. 
     Uchodźcy są zagrożeniem, bo nie pochodzą tylko z objętej wojną Syrii. Nikt ich nie sprawdził, nikt nie wiedział jak. Przyszli. Czy będą teraz podpalać Europę? Do grupy  przerażonych uciekinierów dołączyli inni, w pogoni za lepszym życiem, za nowym startem. Cześć z nich, niestety, nie ucieka przed niczym. Ta część idzie po to by spowodować chaos. To oni, w połączeniu z rodzimymi ekstremistami, mogą stworzyć zagrożenie. To ci ekstremiści, urodzeni i wychowani w tym kraju, stają się największym zagrożeniem. Im się wierzy, bo są obywatelami, nie przyjechali z Afganistanu, Syrii, Iranu czy innego kraju, gdzie szkoli się terrorystów. Są autochtonami, którzy zeszli na złą ścieżkę, ktoś ich "przekabacił" na złą stronę.  To ich działania rzutują na wszystkich innych.
      Nie od dziś wiadomo, że przerażony tłum nie pyta o szczegóły. Wystarczy mu hasło i WRÓG. Jasno nazwany, łatwo rozpoznawalny. Nikt nie zapyta kim jest  ciemnoskóry człowiek ma ulicy. Będzie terrorystą. Mordercą. Tylko dlatego, że ma inny odcień skóry. Ktoś powiedział, że "nie wszyscy muzułmanie to terroryści, ale wszyscy terroryści to muzułmanie", nic bardziej mylnego. IRA, ETA mówi Wam to coś? To też organizacje terrorystyczne i nie tak dawno jeszcze siały strach, śmierć i zniszczenie w "cywilizowanym" świecie. Może powinniśmy zrobić parafrazę? "nie wszyscy FANATYCY RELIGIJNI to terroryści, ale WSZYSCY terroryści to FANATYCY RELIGIJNI" bez względu na "typ" religii.
     Gdyby naszym, rodzimym, "obrońcom wiary" dać broń i wmówić, że jak będą zabijać ateistów, lewaków i innowierców to będą zbawieni, mielibyśmy to samo. Mielibyśmy swój własny Madryt, Paryż, Londyn i Nowy Jork. Pranie mózgu, plus dostęp do broni, plus obietnica raju dla "męczenników" to wszystkie składowe dobrej beczki z prochem. Pierwsze i trzecie funkcjonuje u nas dość dobrze. Na szczęście w marginalnej (jeszcze) formie.
     Idioci i bandyci, strzelający seriami do przypadkowych ludzi, zasłużyli sobie na coś gorszego niż śmierć. Osobniki takie nie podlegają pod żadną, ale to żadną definicję akceptacji. Nic ich nie tłumaczy. Zaślepieni, zaprogramowani, niczym bezmyślne golemy, wykonali zadanie, licząc na obiecany raj. Dostali tylko śmierć. W ich mniemaniu bohaterską. Nie tylko oni mają jednak krew na rękach, brudzi ona także tych, co tłoczyli do młodych głów swoją truciznę. Tych co grzmieli w meczetach, przeklinając zachód i jego cywilizację. Winni są ci, co w galowych mundurach planują kolejne "misje stabilizacyjne" i "wprowadzanie demokracji". Siłą, bez pytania "wyzwalanego" narodu o zgodę.
      Kto za to zapłaci? Najbiedniejsi, najmniejsi, ci których nikt nie broni, ci którzy są "nieuniknionymi stratami" każdego konfliktu. Dzieci, starcy, zwykli ludzie, prawdziwi uciekinierzy, potomkowie dawnych emigrantów. Ich los nie będzie obchodził nikogo. Będą ginąć w klubach, stacjach metra, hotelach i we własnych domach. Inni zginą na pastwiskach, w górskich wioskach, w pracy. Wszystko w imię Bogów i mamony, bo to ona napędza wszystkie wojny.
      Fanatyzm religijny odbiera wolną wolę, wolną myśl, życie. Nie modlę się za Paryż. Bogowie nie słuchają modlitw. Bogowie łakną krwi.